Nadzieja to nie wszystko… Potrzebna pomoc dla pilanki

„W życiu zawsze mamy na coś nadzieję: na udany urlop, na podwyżkę, na to, że wyrwiemy się z uścisku choroby. Czasami jednak nadzieja nie wystarcza. Nikt nie zna końca swojej historii, nikt nie wie, co wydarzy się w naszym życiu jutro czy za tydzień. Mamy nadzieję, że czas przyniesie rozwiązanie. Ja wiem jednak, że tym razem samą nadzieją nic nie zdziałam, muszę działać, muszę walczyć o zdrowie i życie mojej żony“ – pisze mąż Marleny Politowskiej, pilanki, która tylko dzięki kosztownej rehabilitacji może wrócić do normalnego życia.

Dzień jak co dzień, głowę zaprzątają setki myśli: praca, dom, codzienne obowiązki. Zwyczajny dzień przerwany wydarzeniem, które rodzina Politowskich wspominać będzie już zawsze. Marlena była tego dnia „nieswoja”. Żaliła się na silny ból z tyłu głowy, dziwne pulsowanie – tak jakby w głowie odczuwała rytm, w jakim bije jej serce. Podała obiad, sprawiała wrażenie zmęczonej, pozbawionej sił, z każdą chwilą uciekała z niej energia.

Już w drodze do szpitala Marlena zaczęła mieć trudności z oddychaniem, a kilkaset metrów dalej poczuła, że jej nogi stają się bezwładne. Próbowała wykonać jakikolwiek ruch, nogi jednak nie drgnęły z miejsca. Niesiona na rękach męża, trafiła na oddział szpitalny.

Tam, jakby zupełnie bez powodu, straciła władzę nad swoim ciałem, przestała oddychać, przestała ruszać dłońmi. Jedyne na co stać było jej ciało, to łzy płynące z oczu pełnych rozpaczy i strachu. Lekarze nie wiedzieli, jaka jest przyczyna jej stanu. Dwa dni później przewieziono ją do szpitala w Poznaniu. Po serii wykonanych badań postawiono diagnozę: stan zapalny uszkadza rdzeń na odcinku szyjnym, przerywając komunikację między nerwami w rdzeniu, a resztą ciała. Marlena wymagała założenia respiratora, była również karmiona przez sondę, wprowadzoną przez jamy nosowe. Stała się całkowicie zależna od opieki innych.

Po ponad miesiącu wróciła do domu. Jeszcze w szpitalu wdrożono leczenie i rozpoczęta została rehabilitacja.
Rokowania są pełne nadziei. Bardzo powoli odzyskuje władzę nad swoim ciałem, zaczęła poruszać lewą ręką oraz nogą, cały czas jednak oddycha dzięki respiratorowi.

Zapalenie rdzenia to niezwykle rzadka choroba. Lekarze powiedzieli, że zdarza się czterem osobom na milion. Może pojawić się z wielu powodów. Może być rezultatem choroby autoimmunologicznej, infekcji wirusowej, bakterii. Czasami pojawia się bez przyczyny…

***
Moja żona jest jak magnes: przyciąga dobrych ludzi. Tak było zawsze. Nasza rodzina pełna jest miłości, szacunku. Nie brakuje jednak chwil, w których wszystkim nam brak sił, szczególnie jeśli przyjdzie się nam zderzyć z poczuciem, że chcielibyśmy zapewnić żonie i matce jak najlepszą rehabilitację, a zwyczajnie brak nam na to środków – mówi mąż Marleny. – Wierzymy jednak, że to co dajemy innym, wraca do nas. W innym czasie, w innej formie, ale wraca. Ufamy, że dobro, które moja żona dawała innym, teraz do niej powróci i znajdą się ludzie, którzy postanowią nam pomóc. Którzy dadzą nam nadzieję – dodaje.
***
Marlena Politowska jest podopieczną Fundacji Złotowianka. By pomóc jej w walce z chorobą, wystarczy wpłacić choćby najmniejszą kwotę na subkonto fundacji.

Pomóż Marlenie w walce z chorobą! Fundacja Złotowianka Spółdzielczy Bank Ludowy Zakrzewo 25 8944 0003 0002 7430 2000 0010. W tytule przelewu wpisać należy:  Marlena Politowska, P/141

Dodaj komentarz