Fabryka asfaltu w Pile? To burza w szklance wody – GłosOnline

Fabryka asfaltu w Pile? To burza w szklance wody

Mieszkańcy Motylewa protestują przeciwko budowie wytwórni mas bitumicznych, o której dowiedzieli się z internetu. – To wyimaginowany problem! – opowiada prezydent Piotr Głowski. – Nie pozwolimy na inwestycję, która wzbudza społeczny niepokój. Cała ta sprawa to burza w szklance wody – mówi.

W środę (9 stycznia) rano mieszkańcy Motylewa, wraz z posłem Porozumienia Grzegorzem Piechowiakiem, pojawili się pod pilskim ratuszem, by złożyć protest, pod którym podpisało się 300 osób.

– To podpisy zbierane „na szybko”, w ciągu 10 godzin, bo dowiedzieliśmy się o sprawie dosłownie przed chwilą, a termin konsultacji społecznych upływa jutro, 10 styczniamówili przedstawiciele Motylewa. – Boimy się, bo wytwórnie mas bitumicznych są inwestycjami uciążliwymi i szkodliwymi dla środowiska. Z ogólnie dostępnych informacji wynika, że zagrożenie na działanie substancji rakotwórczych sięga nawet od 3,5 km od zakładu. Do tego transport. Rocznie do fabryki miałoby dojeżdżać 14 tysięcy tirów. Jako mieszkańcy pobliskich osiedli wyrażamy swój sprzeciw wobec planów budowy takiego zakładu w okolicy naszych domów, jak i bezpośrednim sąsiedztwie Gwdy oraz obszarów chronionych Natura 2000.

– Korzystając z przysługujących mi jako posłowi praw, zażądam wydania dokumentów, które dotąd zgromadzone zostały w tej sprawie – mówił poseł Grzegorz Piechowiak, wchodząc do urzędu.

Protestujących przyjął wiceprezydent Krzysztof Szewc, które przekazał dokumenty, w tym m.in. gotowy już raport oddziaływania inwestycji na środowisko, o które prosił poseł.

Dwie godziny później, w gabinecie prezydenta, zorganizowano konferencję prasową, na której Piotr Głowski rozwiał wątpliwości dotyczące sprawy, w którą w międzyczasie zaangażował się już starosta pilski Eligiusz Komarowski, który poprzez swój profil facebookowy zachęcał do protestowania.

– Sprawa jest na wstępnym etapie procedowania – wyjaśnił prezydent. – Jest to postępowanie własne inwestora – dodał. – Firma faktycznie zapytała w urzędzie, czy na terenie, który ją interesuje, może powstać zakład produkcyjny, ale podobnych zapytań od inwestorów dostajemy dużo i tylko z wybranymi podmiotami przechodzimy do dalszych rozmów. Ze Strabagiem takich rozmów na razie nie było. Mówienie o tym, że wytwórnia mas bitumicznych ma powstać, jest grubo na wyrost. Aby przejść do dalszych rozmów, potrzebna jest wola inwestora, miasta i mieszkańców. A w tej chwili takiej woli nie ma… Gdyby zresztą firma chciała kupić działkę, decyzję musiałaby podjąć Rada Miasta, a wcześniej temat stanąłby na komisjach i poddany byłby dyskusji. Póki co Strabag nie jest właścicielem działki, o której mowa, więc nikt nie zmusi nas, żeby w Pile powstał zakład, którego nie chcemy – zapewniał prezydent.

Podkreślał także, że Piła stawia na wysokie technologie, które dają młodzieży szansę na pracę w zawodach przyszłości. Tłumaczył również, że inwestycja, jaką jest budowa wytwórni mas mineralno-bitumicznych, wbrew wszystkim obawom, jest dla regionu ważna. Wszyscy w końcu chcemy jeździć po asfaltowych drogach, a transportowanie masy asfaltowej na duże odległości jest drogie oraz trudne, ponieważ traci ona w transporcie swoje właściwości.

– Dlatego nie należy skreślać takiej fabryki. Chodzi jedynie o to, by nie powstała ona na terenach miejskich. Dlatego postaramy się wystąpić w charakterze przewodnika i podpowiemy firmie, w której z sąsiednich gmin mogłaby ulokować inwestycję tak, by nie była ona uciążliwa dla środowiska, a dała pożytek całemu regionowi.

Prezydent dodał także, że bardziej niż potencjalnej fabryki asfaltu, która nota bene w Pile funkcjonuje od lat przy ulicy Wawelskiej, produkując asfalt na potrzeby RDM, bać należy się powstającego w Śmiłowie Zakładu Produkcji Energii z OZE (Odnawialnych Źródeł Energii).

W sprawie tej Urząd Miasta przeprowadzał latem konsultacje społeczne, pytając m.in. mieszkańców o to, czy wiedzą, że kilkanaście kilometrów od Piły powstać ma spalarnia odpadów.

Prezydent Piły Piotr Głowski: Inwestor wystąpił z wnioskiem, więc administracyjnie musieliśmy go przeprowadzić. Nikt nie zmusi nas jednak, by zrobić coś, co jest nieakceptowane społecznie i wzbudza niepokój…