Jesteśmy miastem bez kompleksów – GłosOnline

Jesteśmy miastem bez kompleksów

Z Piotrem Głowskim, Prezydentem Piły rozmawia Gabriela Ciżmowska

Panie prezydencie, dziennikarze Tygodnika Pilskiego i Głosu Wielkopolskiego po raz 25. przyznali prestiżowe tytuły: Człowiek Roku. Po raz pierwszy przyznali również nagrodę Grand Prix. Jednogłośnie zadecydowali, że ta wyjątkowa statuetka trafić powinna w pana ręce. Cieszy się pan?
– Oczywiście, że się cieszę! Choć wiadomo, że pracujemy nie dla nagród, ale wyróżnienie z rąk środowiska dziennikarskiego jest szczególnie ważne. Oznacza, że kierunek, w którym idziemy, jest właściwy i wysoko oceniany, co pokazali również sami mieszkańcy Piły, po raz trzeci powierzając mi urząd prezydenta. Cieszę się nie tylko z tego, że wygrałem wybory, ale także z tego, w jakim stylu wygrałem. Po raz trzeci pokonałem kontrkandydatów w pierwszej turze. To pokazuje wysoką akceptowalność moich działań przez mieszkańców. Jeśli dołożymy do tego uznanie ze strony dziennikarzy, którzy raczej krytycznie niż przychylnie patrzą zazwyczaj na działania samorządowców, to mogę powiedzieć, że czuję satysfakcję ze swojej pracy, a nagroda, którą odebrałem, ma dla mnie szczególne znaczenie.

Gratuluję w imieniu naszej Redakcji. Uważam, że nagroda ta jest jak najbardziej zasłużona, bo gołym okiem widać, jak Piła zmieniła się. Co w tych zmianach pana najbardziej cieszy?
– Może to, co powiem, będzie nieco dziwne, ale wcale nie cieszy mnie najbardziej rozwój gospodarki, infrastruktury czy szkolnictwa wyższego. Przede wszystkim jestem dumny ze zmiany mentalności pilan. Przestaliśmy mieć kompleksy małego czy średniego miasta. Kiedy rozpoczynałem swoją prezydenturę, wiele osób oceniało, że to co robię czy planuję, jest na wyrost, że mam ambicje metropolitarne… Dziś te same osoby przyznają, że miałem rację. Rozmach, z jakim Piła się rozwinęła, pokazuje, że był to słuszny kierunek. Inwestujemy w rzeczy wysokiej jakości, czasem nieco droższe, niż powszechnie dostępne na rynku, ale takie, które dają gwarancję, że będą trwałe, że będą się na przykład ładnie starzały. Ten trend czują nawet przedsiębiorcy, którzy chcą dopasować się do panujących w mieście standardów i stawiając swoje zakłady w strefach przemysłowych, budują ładne i nowoczesne obiekty, a nie byle jakie hale. Po prostu narzucamy taki styl. Jeśli rewitalizujemy plac Konstytucji czy Wyspę, to sięgamy po projektantów z najwyższej półki. Odchodzimy tym samym od siermiężności i małomiasteczkowości. Jeśli chcemy być „małym miasteczkiem”, to tylko dlatego, by żyć wolniej i nie pędzić tak, jak w aglomeracjach, nie stać w korkach i nie żyć w smogu. W tych aspektach styl „slow” jak najbardziej się sprawdza, ale poza tym poziom życia ma nie odbiegać u nas od komfortu życia w dużym mieście.
Mamy pracę i pracodawców, którzy wręcz biją się o pracowników, mamy uczelnie, które kształcą na dobrym poziomie, stawiamy na kulturę – tę „dziką”, tworzoną od korzeni i tę wysoką. Mamy wreszcie świetne warunki do uprawiania sportu i rekreacji, stawiamy na budownictwo mieszkaniowe. Może w tym ostatnim punkcie notujemy największe potrzeby, ale to jakby skutek uboczny sukcesu, którym stało się aktywne przyciąganie inwestorów do Piły. Przygotowujemy zatem kolejne plany pod budownictwo mieszkaniowe, realizujemy program „Mieszkanie na start”, planujemy budownictwo komunalne. Robimy wszystko, by ludzie chcieli mieszkać w Pile i by mieszkało im się tu dobrze.

Jako miasto, w piramidzie Maslowa czyli hierarchii potrzeb, zaszliśmy wysoko. Teraz przed nami czas realizacji potrzeb z wyższych pięter.

Śmiało można chyba powiedzieć, że Piła stała się miastem, które wyprzedziło w rozwoju sąsiednie samorządy…
– W pewnych obszarach jesteśmy nawet liderami nie tylko na skalę regionu, ale także Polski. Weźmy na przykład nasze plany związane z wodorem. Niedawno odbywała się u nas konferencja naukowa, podczas której rozmawialiśmy o zaletach produkcji „czystej” energii z wodoru. „Zeroemisyjny samorząd” to odległa przyszłość, ale wiemy, co chcemy zrobić i jako to trzeba zrobić. Jestem przekonany, że za jakiś czas z naszych rozwiązań będą mogli korzystać inni.

Z czego, patrząc na rozwój miasta, jest pan dumny najbardziej?
– Myślę, że ze zrównoważonego rozwoju. Z tego, że wszystkie obszary życia miasta rozwijają się równomiernie: remontujemy przedszkola i szkoły, mamy dobre uczelnie, na których pracuje już „nasza” kadra dydaktyczna. Mamy przede wszystkim pracę i to dla ludzi w różnych branżach i na różnych szczeblach rozwoju zawodowego. Mamy też kulturę, warunki do uprawiania sportu; mieszkania. Może to, co powiem, zabrzmi nieco przewrotnie, ale poniekąd uratowało nas to, że nie było dobrej jakości dróg krajowych, kiedy z pracą był jeszcze kłopot. Kiedy likwidowano na przykład Zakłady Winkowskiego, ludzie uznali, że codzienne dojeżdżanie do pracy w Poznaniu byłoby zbyt uciążliwe. Zostali, przekwalifikowali się i dziś możemy nowych pracodawców przyciągać tym, że znajdą u nas ręce do pracy.

… może powiedzmy raczej: ręce i głowę. Nie chodzi przecież o to, byśmy stali się „montownią” dla dużych firm i tanią siłą roboczą…
– Wręcz przeciwnie. Szeroki rynek pracy wymusza konkurencyjne zarobki. Nie bójmy się również używać słowa: elita. Również na ten aspekt rozwoju trzeba zwracać mocno uwagę. Mamy już coraz więcej „swoich” dobrych lekarzy, inżynierów, menadżerów, pracowników naukowych i ludzi sztuki. Ten ostatni obszar cieszy mnie zresztą najbardziej. Widzę jakby renesans pilskiej kultury i to zarówno tej alternatywnej, która kiedy ma dobre warunki, tworzy się swobodnie, jak i tej instytucjonalnej, jak na przykład Szkoła Muzyczna, która wykształciła już grono bardzo dobrych muzyków. Uważam, że jako miasto, w piramidzie Maslowa, czyli hierarchii potrzeb, zaszliśmy wysoko. Mamy zaspokojone potrzeby podstawowe: pracę i poczucie bezpieczeństwa, infrastrukturę miejską i sieć dróg; oświatę i mieszkania. Teraz przed nami czas realizacji potrzeb z wyższych pięter. Uważam, że tym, co w najbliższych latach będzie decydowało o rozwoju miast, będzie właśnie kultura. Już w tej chwili robimy w tej kwestii wiele. Choćby ambitne propozycje dyrektora Regionalnego Centrum Kultury, który poza aspektem rozrywki zaspokaja bardzo wiele wysokich potrzeb mieszkańców. Śmiem nawet twierdzić, że już dziś z kultury czerpiemy więcej, niż nierzadko mieszkańcy dużych miast, którzy są po prostu zbyt zmęczeni tempem życia, by korzystać z tego, co mają pod ręką. Kultura zatem jest kierunkiem, który będziemy rozwijać i który – w co wierzę – pociągnie nasz rozwój.

Jestem dumny przede wszystkim ze zmiany mentalności pilan. Przestaliśmy mieć kompleksy małego czy średniego miasta.

Panie prezydencie, gdyby miał pan czarodziejską różdżkę, to co wyczarowałby pan dla Piły?
– Moim marzeniem jest, by wyczarować dla Piły starówkę, bo tej ciągle w mieście brakuje. Ale i tak jest ono coraz piękniejsze, co mówią zwłaszcza ci, którzy przyjeżdżają tu raz na jakiś czas. Cieszy mnie, że jesteśmy z niego coraz bardziej dumni, że potrafimy promować Piłę, kiedy zdobywamy szczyty, biegamy, czy pływamy jachtem. Każdy człowiek w koszulce z logiem Piły, to mieszkaniec, który jest dumny ze swojego miasta. Kiedy to widzę, to sam czuję dumę, że nie mamy kompleksów ani względem innych miast w Polsce, ani nawet w Europie. I właśnie to uważam za swój największy sukces i cieszę się, że zostało to przez mieszkańców Piły oraz środowisko dziennikarzy docenione.