Awangarda ze smyczkami

Z Sebastianem Czają, dyrektorem Polish Soloists String Orchestra rozmawia Gabriela Ciżmowska.

Polish Soloists String Orchestra czyli do niedawna Uncover Soloists. Jako orkiestra młodych solistów mieliście już rozpoznawalną markę i dobre konotacje wśród publiczności. Co skłoniło was do zmiany nazwy?

– Decyzja była trudna, ale konieczna. Na naszej drodze pojawiła się szansa realizacji międzynarodowych projektów, ale równocześnie zaistniała potrzeba, by w nazwie znalazła się informacja, że jesteśmy orkiestrą solistów z Polski. Zdecydowaliśmy się na zmianę i myślę, że nowa nazwa również staje się już rozpoznawalna. Wielkim walorem tej marki jest nasz nowy znak graficzny, który przygotował dla nas jeden z najlepszych polskich plakacistów, mistrz rysunku i grafiki Andrzej Pągowski.

Już pod nową nazwą daliście fenomenalny koncert na pilskim lotnisku, grając w hangarze z samolotami. Nie baliście się tak ekstremalnej przestrzeni?

– Baliśmy się, ale generalnie chodzi nam o to, by grać w nietypowych wnętrzach i tworzyć odważne widowiska, połączone z eksperymentalnym oświetleniem i wizualizacjami. Dlatego przestrzeń hangaru była dla nas kusząca. Z drugiej jednak strony mieliśmy obawy, czy publiczność dotrze na koniec miasta, zwłaszcza że koncert odbywał się późno. Rzeczywistość przerosła jednak nasze oczekiwania. Hangar był wypełniony po brzegi, co oznacza, że w ludziach jest wielka potrzeba sztuki odważnej, zwłaszcza że graliśmy w drugiej części koncertu muzykę minimalistyczną. Wykonaliśmy polską prapremierę utworu neoklasycznego, niemieckiego kompozytora Maxa Richtera „On the Nature of Daylight” oraz kilka kontemplacyjnych utworów Estończyka Arvo Pärta. Zaryzykowaliśmy i udało się, bo okazało się, że publiczność gotowa była do eksperymentu; do wejścia poprzez muzyczny impuls w głąb siebie. Nie spodziewaliśmy się jedynie tak porażająco zimnej nocy. Instrumenty rozstrajały się od samego początku koncertu. Na scenie szalały dmuchawy, a za sceną było pięć stopni Celsjusza. Mimo to, albo tym bardziej, należy cieszyć się z tak żywiołowej reakcji publiczności.

Nietypowa przestrzeń i awangardowa muzyka. Czy to jest kierunek, w którym zamierzacie podążać?

– Pomysłów i energii mamy wiele. Z pewnością więcej niż niejedna instytucjonalna orkiestra. Jednak w tej chwili wszystko zależy od powodzenia finansowego. Samo wypożyczenie nut Maxa Richtera do jednorazowego wykonania utworu kosztowało bardzo dużo. Do tego zbudowanie sceny, profesjonalne nagłośnienie i oświetlenie, które fantastycznie wykonała dla nas firma Vivo, to są konkretne koszty. Oczywiście do tego honoraria dla muzyków, zakwaterowanie i utrzymanie w Pile na czas prób. Takiej orkiestry nie da się zrobić samym entuzjazmem. To jest konkretna praca, za którą muzycy, a przecież wszyscy jesteśmy utytułowanymi w wielu konkursach wirtuozami, muszą dostać wynagrodzenie. To nie jest tylko pasja. To również praca, którą traktujemy bardzo poważnie.

Na starcie otrzymaliście duże wsparcie od Miasta Piły i prezydenta Piotra Głowskiego, który przyjął na siebie rolę mecenasa sztuki.

– Owszem i bardzo dziękujemy za to, bo bez tego zrozumienia dla naszej idei nie byłoby orkiestry. Mamy zapewnioną salę prób oraz hotel. To ważne i wierzymy, że wspólne tworzenie kultury w mieście tak prężnie rozwijającym się będzie podtrzymane na wiele kolejnych lat. Dzięki współpracy z Miastem oraz Regionalnym Centrum Kultury, mieszkańcy Piły mają możliwość uczestniczenia w regularnym życiu koncertowym, a to aspekt nie do przecenienia dla renomy miasta. Ostatni z „zakontraktowanych” koncertów na ten rok zagramy w listopadzie, z okazji Święta Niepodległości. Ciągle jednak szukamy sponsora strategicznego. Mamy w sobie dużo wiary w powodzenie tego przedsięwzięcia. Na próby zjeżdżamy się z całej Europy. Kontrabasista przylatuje z Islandii, skrzypaczka z Wiednia, altowiolista ze Słowacji, wiolonczeliści z Londynu. Wszyscy mają kontakt z najlepszymi artystami na świecie i ich praktyki przynoszą do naszej orkiestry. Część z nas pracuje również w orkiestrach filharmonicznych. Wielu mówi jednak, że atmosfera na naszych próbach jest nieporównywalnie bardziej twórcza, niż w innych zespołach. Chcemy grać. Każdy z nas jest świetnie wykształcony i ma już duże doświadczenie sceniczne. Wierzymy, że taki pomysł na orkiestrę się sprawdzi. Drugiej takiej orkiestry w Polsce nie ma.

Przez dwa lata grania jako zespół udało się wam zbudować pewną perspektywę. Co przed wami w bliższej i dalszej przyszłości?

– Dzieje się sporo dobrego. Jesteśmy w trakcie wstępnych rozmów z agencją artystyczną z USA, która ma pod swoją opieką wiele gwiazd, takiego kalibru jak na przykład Menuhin Duo. Dla nas to wyróżnienie. W odległej perspektywie, ale takie rzeczy trzeba planować z dużym wyprzedzeniem, jest trasa koncertowa po Chinach. Za sobą mamy udaną sesję zdjęciową na pilskim lotnisku, a także dotację z z Fundacji Zygmunta Zaleskiego, uznanej za wielkiego mecenasa kultury, na nagranie profesjonalnego materiału promocyjnego. Powstanie wideo oraz nagranie dźwiękowe. Jest to nam potrzebne, abyśmy mogli pokazać się w świecie. Przed nami być może kolejne koncerty w oryginalnej przestrzeni pracowni kreatorki fryzur Jagi Hupało w Warszawie, gdzie pierwszy raz zagraliśmy podczas Nocy Muzeów. Najbliższym wydarzeniem już 25 sierpnia, jest występ podczas Piła Festival & Academy. Jesteśmy dumni, że będziemy jedyną festiwalową orkiestrą oraz, że będziemy mogli koncertować z gwiazdami muzyki klasycznej światowego formatu.
To wszystko daje nam niesamowity napęd. Jednak oprócz zapału, potrzebujemy środków finansowych na realizację projektów artystycznych, które zrodziły nam się w głowie. Dlatego w tej chwili tematem numer jeden jest znalezienie sponsora strategicznego. Pieniądze… Tylko tyle i aż tyle. Wierzymy, że wraz z sukcesem artystycznym, o którym już nieśmiało możemy mówić, przyjdzie też powodzenie finansowe. Marzymy, by utrzymać na profesjonalnym poziomie ten pod wieloma względami wyjątkowy zespół. Żaden artysta z orkiestry nie chce wyjeżdżać z Polski i grać za granicą, co każdy przy swoich kontaktach artystycznych, bez problemu mógłby zrobić. My chcemy być tu i teraz. I wiemy, że polska orkiestra solistów to nasza przyszłość.