Biedroń: Nie chcę być prezydentem Polski!

Do Piły przyjechał prezydent Słupska Robert Biedroń – polityk, publicysta, działacz na rzecz środowisk LGBT; były poseł. Przekonywał, że jego wizyta nie ma nic wspólnego ani z wyborami samorządowymi, bo nie udziela nikomu w Pile poparcia, ani z prezydenckimi, bo nie zamierza – wbrew plotkom – ubiegać się o urząd prezydenta Polski.

Robert Biedroń spotkał się z dziennikarzami, a później, w Sali Miejskiej, z pilanami. Wcześniej jednak odwiedził starostę pilskiego Eligiusza Komarowskiego. Zastrzegał się jednak, że było to tylko kurtuazyjne spotkanie.

Rozmawialiśmy o problemach powiatu pilskiego, o drodze S11, o samorządzie – tłumaczył…

Z prezydentem Piotrem Głowskim Robert Biedroń się się nie spotkał, mimo że organizatorzy – Instytut Myśli Demokratycznej Roberta Biedronia – w zaproszeniu zapowiadali spotkanie obu panów.

Prezydent musiał być dzisiaj pilnie w Poznaniu. Bywa, że niektóre sprawy się nakładają – tłumaczyła wiceprezydent Beata Dudzińska, obecna wraz z radnym Jackiem Bogusławskim na spotkaniu.

Gdyby prezydent Głowski był w Pile, z pewnością bym z nim spotkał – zapewniał Biedroń. – Znamy się i często rozmawiamy…

Samorządowiec rozwiał także plotki, które w czwartek rano, czyli w dniu jego przyjazdu do Piły, pojawiły się w internecie, że zmierza starać się o urząd prezydenta Polski, ale dopiero w kolejnej kadencji, bo w najbliższych wyborach chce dać szansę Tuskowi.

To bzdury! – dementował. – Nie dogaduję się w sprawie wyborów ani z Donaldem Tuskiem, ani z Ryszardem Petru. Nie zakładam też żadnej partii – przekonywał.

Skomentował także bieżącą sytuację sytuację w Sejmie:

Za moich czasów robiliśmy wszystko, żeby Sejm był jeszcze bardziej otwarty. Już wtedy mierzwiły mnie przepustki i bramki, ale dziś, kiedy Sejm się barykaduje, to coś niesamowitego – mówił. – To coś najgorszego, co widziałem od ’89 roku. Mam wrażenie, że jesteśmy w stanie wojennym. Zresztą, podczas stanu wojennego Sejm tak nie wyglądał. Zdeptaliśmy świątynię demokracji. Została zabarykadowana przez prawych i sprawiedliwych. Poniża się kobiety i każe się im spać przez miesiąc na sejmowej posadzce. To upokarzające!

Podczas spotkania z pilanami dużo mówił o sobie, głównie w kontekście książki „Pod prąd”, którą promował. Opowiadał o dzieciństwie w Krośnie, o dorastaniu w rodzinie alkoholika, który bił żonę i dzieci. W końcu o odkrywaniu swojej tożsamości, z którą w małym bieszczadzkim miasteczku czuł się wystraszony i osamotniony.

Długo namawiano mnie, żebym tę książkę napisał. Nie chciałem, ale w końcu zdecydowałem, że mam dług do spłacenia. Opowiedziałem ją, ale nigdy jej nie przeczytałem. To zbyt traumatyczne – wyznał.

Mówił też o prawach kobiet, dodając że nie rozumie, dlaczego mają być one mniejsze niż prawa mężczyzn; o rozdziale Kościoła od państwa i o Konstytucji. Podał przykład Słupska, gdzie
w każdej szkole wisi Konstytucja, aby uczniowie wiedzieli, że w wolnym mieście Słupsk obowiązuje Konstytucja z 2 kwietnia 1997 roku.

Umówiliśmy się na tę Konstytucję – tłumaczył. – I nagle przychodzą ci, którzy robią na nią zamach. Można się nie zgadzać z Konstytucją, można ją podważać, ale wtedy nie zostaje się posłem, nie zostaje się prezydentem, nie przysięga się na nią i nie dodaje jeszcze przy tym „Tak mi dopomóż Bóg“…

Na koniec, w ramach solidarności z protestującymi w Sejmie, w górę poszły kartki z hasłami poparcia dla niepełnosprawnych i ich opiekunów, o których podczas konferencji Biedroń powiedział, że zostali tak poniżeni przez „prawych i sprawiedliwych”, że to aż niewyobrażalne…

//Gabriela Ciżmowska//