Dawać pracę, a nie rozdawać pieniądze

W ciągu trzech lat, dzięki działaniu Stowarzyszenia ETAP, zarządzające w naszym regionie Ośrodkiem Wsparcia Ekonomii Społecznej, udało się zbudować 18 przedsiębiorstw społecznych. Powstało ponad 140 miejsc pracy dla osób wykluczonych i niepełnosprawnych. Zbudowano także kilkanaście partnerstw lokalnych. Podsumowanie tego etapu pracy przedstawiono podczas konferencji: „Kierunki Rozwoju Ekonomii Społecznej”.

Początki były trudne, ze względu na bardzo niską znajomość tematu ekonomii społecznej. My, realizując trzyletni program unijny i mając akredytację Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, za główny cel postawiliśmy sobie organizację trwałych miejsc pracy. I to nam się udało – powiedział Zbyszko Siewkowski, prezes Stowarzyszenia ETAP, które prowadzi Ośrodek Wsparcia Ekonomii Społecznej.

Prezes Stowarzyszenia ETAP podkreślił też, że dużą rolę w tym procesie odegrały samorządy lokalne, a dobrym przykładem współpracy jest Piła, w której prezydent Piotr Głowski zainicjował powstanie kilku spółdzielni socjalnych (Zielona Piła, Nowe Horyzonty) i wspierał je, zlecając zadania publiczne.

Staramy się pomagać osobom w trudnej sytuacji na różne sposoby. Ale ta forma, związana ze znalezieniem zatrudnienia i możliwości pracy w spółdzielniach socjalnych, wydaje się z tych wszystkich działań najlepsza. Dzięki temu ci ludzie wchodzą nie tylko na rynek pracy, ale często również wychodzą z bezdomności, czy uzależnień – ocenia Piotr Głowski.

Prezydent Piły podkreśla jednocześnie, że jest jeszcze wiele do zrobienia, aby przedsiębiorstwa działające na zasadach ekonomii społecznej lepiej się rozwijały i powstawało ich więcej. Chodzi przede wszystkim o przebudowę mentalności i przyzwyczajeń – zwłaszcza w zakresie udzielania zamówień publicznych – co utrudnia samorządom korzystanie z usług spółdzielni socjalnych.

Czasami trzeba uzasadnić większy wydatek, bo przecież się zdarza, że te oferty nie są najtańsze, a wygrywają. Wówczas trzeba uzasadniać, dlaczego w danej sytuacji skorzystano z nadzwyczajnych procedur, chociaż taką możliwość dają ustawy. Jest też kwestia tego, że firmy uczestniczące w przetargu, które są niezadowolone z jego rozstrzygnięcia, mogą je zaskarżyć do Urzędu Zamówień Publicznych. Pogodzenie tego wszystkiego choć możliwe, jest trudne i wielu samorządowców chcąc uniknąć niekomfortowych sytuacji, ucieka od podejmowania takich decyzji – podsumował Piotr Głowski. – Powinniśmy jednak, wzorem państw europejskich, preferować te oferty, które deklarują zatrudnianie pilan mających kłopoty na rynku pracy, czy też robić zakupy na naszym lokalnym rynku, a nie na przykład we Wrocławiu, czy w Poznaniu – przekonywał podczas konferencji.