Gmina Piła przejęła lotnisko. Prezydent mówi o sabotażu…

Aktem notarialnym zawartym 23 lutego Gmina Piła przejęła w formie darowizny, tereny byłego lotniska wojskowego. Wartość prawie 300 hektarów terenu oszacowano na kwotę ponad 100 milionów złotych. – Sabotaż związany z oddaniem lotniska przez władze powiatu dzisiaj, po trzech latach, ma swój kres. Nie był to proces krótki ani łatwy. Jednak gdyby nie nasze starania, lotniska prawdopodobnie by nie było, lub byłoby prywatnym obiektem – komentuje Piotr Głowski, prezydent Piły.

Przedmiotem darowizny jest pięć nieruchomości, w skład których wchodzi 46 działek ewidencyjnych o łącznej powierzchni 294,0241 ha. Zgodnie z zapisami aktu notarialnego teren ten przeznaczony ma zostać na utworzenie gminnego lotniska cywilnego użytku publicznego o ograniczonej certyfikacji. Wartość darowanych nieruchomości została określona łącznie na 116 947 257,00 zł.

Powiat oddaje, miasto przyjmuje
Przypomnijmy, że do końca 2014 roku, teren lotniska należał do Powiatu Pilskiego, który przejął je od Skarbu Państwa w postaci darowizny. Krótko po wyborach samorządowych w 2014 roku i zmianie władzy w pilskim Starostwie Powiatowym, radni powiatu zdecydowali, że lotniska się zrzekną. W styczniu 2015 roku podpisany został akt notarialny w tej sprawie. Akt zrzeczenia się lotniska podpisał starosta Franciszek Tamas i jego zastępca Stefan Piechocki.

Niedługo później chęć przejęcia lotniska zadeklarowało miasto. Całą historię utraty pilskiego lotniska komentuje prezydent Piły Piotr Głowski, opierając swoją wypowiedź na cytowanym fragmencie z Tygodnika Wprost:

„Stokłosa mówi, że osiągnął sukces w biznesie, bo każdą złotówkę zainwestował w rzeczy potrzebne do biznesu. Tak jest z helikopterem, którym przewiózł nas nad swoimi włościami. – Ze Śmiłowa do Warszawy jest ok. 350 km. Samochodem jedzie się ponad cztery godziny. A śmigłowcem lecę niewiele ponad godzinę. Spalę wtedy 80 l nafty. Nafta kosztuje 2,5 zł za litr. Wychodzi taniej i szybciej niż własnym autem – opowiada”

Przez ostatnie lata zastanawiałem się jak tacy ludzie, jak Henryk Stokłosa Radny Powiatu Pilskiego, poprzedni starosta Franciszek Tamas, czy obecny, którzy tak się wypowiadali w jednym z wywiadów (H.Stokłosa) mogli się pozbyć, wbrew woli Miasta i przedsiębiorców takiego obiektu. Chyba, że jest drugie – prawdziwe dno tej historii, o którym mówiło się od początku, że to nie tylko sabotaż w stosunku do miasta i jego rozwoju, ale kolejna próba zmonopolizowania rynku – tym razem lotniczego – w regionie – komentuje prezydent Piotr Głowski.

Miasto zainwestuje w lotnisko
Obecnie były wojskowy obiekt ma status lądowiska. Ze statystyk wynika, że w ciągu roku odbywa się na nim około 5 tysięcy operacji lotniczych. Miasto chce, by ta liczba uległa powiększeniu. Ma się to stać m.in. poprzez nadaniu obiektowi statusu lotniska general aviation, czyli przeznaczonego dla lotnictwa cywilnego z wyłączeniem lotów rejsowych. By tak się stało lotnisko musi przejść specjalną certyfikację. Przygotowanie się do tego procesu nie wymaga wielomilionowych inwestycji. Nie ma potrzeby budowania wieży kontroli lotów, czy terminali. Pewne nakłady finansowe są jednak konieczne. Według szacunków, które opracował już nieco wcześniej Pilski Aeroklub, w grę wchodzi kwota od około miliona do półtora miliona złotych. A to już pieniądze, które gmina będzie w stanie wygospodarować.

Lotnisko nie wymaga też zbyt wielkich pieniędzy, jeśli chodzi o bieżące utrzymanie – podkreśla Piotr Głowski. – Na przeprowadzenie certyfikacji mamy 3 lata i jestem przekonany, że zdążymy przeprowadzić ten proces w tym terminie – dodaje.

Przygotowania do procesu certyfikacji mają rozpocząć się jeszcze w tym roku. Miasto planuje również zrealizować inwestycje, które będą miały na celu przede wszystkim poprawę bezpieczeństwa na lotnisku. Mowa m.in. o ogrodzeniu obiektu.

Prezydent zapowiada, że do zwiększenia ilości startów i lądowań przyczyni się w przyszłości również planowane uruchomienie sprzedaży drugiego paliwa lotniczego do samolotów odrzutowych.

Jeden rodzaj paliwa, który jest już u nas sprzedawany, spowodował, że wiele samolotów które są gdzieś w trasie, chętnie u nas ląduje na tankowanie, a przy okazji zostaje troszeczkę dłużej. Sprzedaż drugiego rodzaju paliwa będzie dla nich dodatkową zachętą – mówi Piotr Głowski.