Monika Pertek-Piotrowska: Mój szept to krzyk duszy

Polecamy wywiad z Moniką Pertek-Piotrowską, pisarką, poetką; mieszkanką Gminy Czarnków, który przeprowadziła Agnieszka Wiśniewska. “Piszę o tym, co mnie porusza, o tym, co czuję, gdy obserwuję siebie i świat. Moja poezja to mój głos, moja prawda” – mówi autorka debiutanckiego tomiku poezji.

Moniko, rozmawiałyśmy o Twojej twórczości w ubiegłym roku przy okazji premiery debiutanckiego tomiku „Mówię tylko szeptem”. Od tego czasu wiele się wydarzyło. Powiedz, jak się czujesz rok po debiucie? Wszystko jest tak, jak myślałaś, czy może rzeczywistość cię zaskoczyła?

Nie narzekam na brak zajęć, choć plany, które wiązały się z debiutem, nie zostały zrealizowane. I niczyja to wina. Ostatni rok był trudny dla wszystkich, a pandemia trwa. Najbardziej żal spotkań autorskich, które ze względu na obostrzenia nie mogły odbyć się w normalnych warunkach. I choć są inne sposoby, by dotrzeć do czytelników, czyli media społecznościowe, spotkania online – nic nie jest w stanie zastąpić spotkania na żywo. To zupełnie inne emocje, inne relacje. Obawiam się, że rok po debiucie, to już za późno, by z entuzjazmem poszukiwać nowych czytelników. W sferze artystycznej czas odgrywa znaczącą rolę. Dziś jesteś ty, jutro ktoś inny. Pozostaje tylko czekać na normalność i na czytelników, dla których poezja jest wieczna.


Kim jest dzisiaj poeta lub poetka? Taki po prostu piszący człowiek, który przeżywa odrobinę bardziej?

Myślę, że ilu poetów, tyle odpowiedzi… Mówi się, że poeci to wrażliwcy. I zgodzę się z tym w odniesieniu do siebie samej. Znam jednak osoby, których wrażliwość jest na tym samym poziomie, a nie sięgają do poezji. Są też poeci, którzy pozornie wydają się konkretni i bardzo praktyczni, a mimo to słowa układają im się w wersy. Chyba nie ma reguły na to, kto może zostać poetą. Przeżywanie kojarzy się często ze wzniosłymi uczuciami, z pewną delikatnością i czułością. A przecież każde przeżycie jest ważne. Każdy z nas coś przeżywa mocniej, lecz nie każdy pisze wiersze. Sądzę, że na pewno przydatna jest umiejętność szczególnego patrzenia na świat, umiejętność dostrzegania zjawisk, rzeczy, zdarzeń inaczej, niestandardowo. Według mnie poeta patrzy dalej, głębiej. Widzi i opisuje to, co powszechne, innymi słowami.


Skąd wziął się w tobie pomysł na pisanie? Czy było to marzenie małej dziewczynki o wielkiej wyobraźni? Kiedy rozpoczęła się ta pasja?

To nie był pomysł. To rozwijało się samo. Nigdy nawet nie marzyłam o tym, by być wielką poetką. Przez długi czas nawet nie myślałam w ten sposób, że moje wiersze mogłyby przybrać postać tomiku. Słowo było mi bliskie od dziecka. Pisałam już w szkole podstawowej. Odkąd pamiętam układałam własne słowa do piosenek. Najpierw były to proste rymowanki, które przychodziły mi bardzo łatwo. W liceum pisanie było już bardziej świadome, ale wciąż na poziomie emocji. To wypływało ze mnie. Taka wewnętrzna potrzeba, która nie potrzebowała wielkiej manifestacji.


Jakie doświadczenie lekturowe uważasz za to, które Cię uformowało? Czy masz swoje poetyckie strofy, które najmocniej ruszają twoje serce?

Wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, czy istnieje jeden szczególny poeta, któremu zawdzięczam swoją poetycką drogę. Uczciwie muszę przyznać, że nie. Fascynowały mnie wiersze różnorodnych poetów. Musiało mnie po prostu coś poruszyć. Albo wiersz do mnie przemawiał, albo nie. To wcale nie było i nie jest tak, że mam idola, którego wierszami zachwycam się od początku do końca.

Muszę podkreślić, że dużą rolę odegrała w moim życiu piosenka. Uwielbiam Jima Morrisona, bardzo bliska mi była jego mroczna wrażliwość. Potem Nosowska, Gawliński, Ciechowski. To moi poeci.

W liceum odkryłam wspaniałego hiszpańskiego poetę. To Vincente Aleixandre, noblista. Zakochałam się w jego pisaniu i starałam się na nim wzorować. Potem na wiele lat zapomniałam jego nazwisko. W żaden sposób nie mogłam sobie przypomnieć. W końcu znalazłam gdzieś na starych kartkach z wierszami. Nigdzie nie można kupić jego tomiku, ale udało się wyszukać w antykwariacie online. Niestety, to chyba jedyna publikacja, która pojawiła się w Polsce, a z przyjemnością zapoznałabym się z całą jego twórczością. A gdybyś zapytała mnie o jeden z ulubionych wierszy, to jest to „Jeździec” Jerzego Lieberta.


Sztuka jest zaklinaniem istnienia, a  cała literatura to próby zaklinania przeszłości – mówiła Joanna Lech nominowana do nagrody Nike 2011, za tom wierszy ,,Nawroty”. W twoim przypadku udało się tę przeszłość w coś zakląć?

Nie miałam takiego zamiaru, by w jakikolwiek sposób zaklinać przeszłość, by się z nią rozliczać, mierzyć… W moich wierszach widoczne są ślady przeszłości, ale przecież są częścią tej mnie, która żyje tu i teraz. Wspomnienia, doświadczenia układają się w rozmaite poetyckie obrazy, ale nie są tworzywem. Nie buduję na zgliszczach, nie wracam specjalnie. Jeśli sięgam wstecz, to tylko po to, by coś rozumieć w teraźniejszości, by szukać siebie. To wynika z potrzeby chwili, nie jest celowe.


W wieku piętnastu lat już pięknie opisywałaś, co znaczy kochać. O czym najchętniej piszesz dzisiaj?

Zawsze pisałam o emocjach i w emocjach. Dla piętnastolatki pierwsze miłości, problemy wieku dojrzewania to tematy naturalne, więc nie wybiegałam wyobraźnią daleko. Teraz niewiele się zmieniło. Piszę o tym, co mnie porusza, o tym, co czuję, gdy obserwuję siebie i świat. Moja poezja to mój głos, moja prawda. To niezupełnie tak, że są to moje prawdziwe historie, że utożsamiam się z podmiotem lirycznym. Tożsame są natomiast przeżycia.


,,Poezja, która szeptem mówi do kobiety. Dotyka jej czułych miejsc, nie boi się prawdy, ale otula miłością i nadzieją? Jak anioł czuwa nad spokojem duszy”.

Tak postrzegam swój debiutancki tomik. To opowieść o kobiecie, o relacjach z samą sobą, o miłości i trudnej przyjaźni. Choć nie brak tu smutku i gorzkich refleksji, myślę, że gdzieś tam jest światło. Jest anioł, który przypomina, że warto mieć nadzieję… Szept to tak naprawdę krzyk duszy, która chce coś przekazać światu, ale się boi. Tak, jak wiele kobiet, które utknęły w stereotypach i nie mają odwagi realizować siebie.


Udowodniłaś, że marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia. Jak funkcjonujesz zawieszona, między życiem, a wierszem?

Funkcjonuję, jak artysta 🙂 Robię, co trzeba. Co nie muszę, odkładam na później, albo proszę rodzinę o pomoc. Mam od zawsze taki problem, że wciąż brak mi czasu. Nawet, gdy nie mam pilnych zajęć, zawsze gdzieś odpłynę i budzę się nagle z poczuciem zmarnowanych chwil. Po prostu za dużo myślę…


Jest taka myśl z Księgi tych złotych ,,Po śmierci wszyscy mu kadzą, a za życia jeść nie dadzą”.
Gdzieś zakorzenił się taki obraz poety odzianego w łachmany, który żyje z dala od ludzi, opuszczony, niezrozumiany. Zapewniam, że nie jest tak źle. Jest natomiast dużo prawdy w tym, że niełatwo wybić się literacko, zwłaszcza poetom. Poezja chleba nie daje. Nie sprzedaje się jak świeże bułeczki, nie jest pożywką dla mas. Nie wystarczy być tylko poetą, zwłaszcza nieznanym.

Natomiast tragiczne wydarzenia zawsze zatrzymują uwagę ludzi. Tak nagle robi się nam kogoś żal, dowiadujemy się, że robił takie ciekawe rzeczy, doceniamy… Ale tak chyba jest w każdej dziedzinie. Prędzej usłyszymy o czyjejś śmierci, niż o czyimś życiu.

W ciągu kilku miesięcy przeszłaś u mnie z kategorii pisarki nieznanej do obserwowanej. W jakiej formie ujrzymy Cię w najbliższej przyszłości? Pracujesz nad czymś nowym? Ostatnio czytałam piękne opowiadanie. Czy to oznacza, że rozszerzasz swój zakres twórczy?
Wzięłam udział w kursie opowiadań z ciekawości. Chciałam sprawdzić, w jakim stanie jest moja proza. Podczas kursu napisałam sześć opowiadań i opublikowałam na blogu. To na razie wszystkie. Do prozy mam za mało cierpliwości… i czasu. Teraz skupiam się na byciu redaktorem i korektorem, szukam zleceń, wciąż uczę się naszego języka, bo to niekończąca się przygoda.

Na razie nie planuję wydania kolejnego tomiku, ale pracuję nad kilkoma projektami. Spisuję nowe pomysły i czekam, aż dojrzeją na tyle, bym mogła się nimi pochwalić. Ponadto skupiam się na swojej największej pasji, czyli Grecji – czytam, słucham, oglądam, uczę się języka i czekam na koniec pandemii.


Piszesz też przemyślenia i teksty motywacyjne, które dają nadzieję, recenzujesz prozą i wierszem; czytasz dużo i często. Ja Cię kupuję! Przepraszam, że tak wprost.

Nie przepraszaj, kiedy mówisz do mnie tak pięknie. Dziękuję!

To wszystko, co wymieniłaś, jest częścią mnie. Nie piszę regularnie, czekam na moment. A wierszowane recenzje wymyśliłam przez przypadek. Jest ich coraz mniej, bo z czasem okazało się, że pochłaniają mnóstwo czasu. Łatwiej napisać stronę zwyczajnej recenzji, niż w kilku wersach przedstawić to, co najważniejsze. Miałam intensywny rok jako czytelnik, sama sobie wymyśliłam wyzwanie. Chciałam przeczytać sto książek, ale nie wzięłam pod uwagę życia i jego niespodzianek. Bez żalu przestałam liczyć kolejne tytuły. Chciałam coś udowodnić, ale zrozumiałam, że wcale nie muszę. Czytam dla przyjemności, pisze dla przyjemności. Bez tego nie ma we mnie zrozumienia dla literatury.


Dziękuję za poświęcony czas i mocno trzymam kciuki za każdy twój kolejny podbój literacki i nie tylko! Ładuj baterie i szukaj weny na końcu świata. Mam nadzieję, uda nam się wreszcie zorganizować wieczór autorski. Niech tylko nadejdzie bezpieczny czas.

Dziękuję pięknie. Mam nadzieję, że w końcu nadejdą dobre dni. Czekam na chwilę, gdy będę mogła odwiedzić mój koniec świata, moją ukochaną Grecję. Tam na pewno naładuję baterie. Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników, tych obecnych i tych przyszłych.