Nauczyciele są zdesperowani! Czują się ośmieszani i pomawiani…

Z Grzegorzem Wądołowskim, dyrektorem Szkoły Podstawowej nr 11 im. Królowej Jadwigi w Pile, rozmawia Gabriela Ciżmowska.

Panie dyrektorze, rozmawiamy w piątek, więc trwa piąty dzień strajku. Jak wygląda sytuacja w pana szkole?

– Cała szkoła strajkuje. Strajkujący są bardzo zdeterminowani. Takiej solidarności i desperacji dotąd nie widziałem, a jestem dyrektorem szkoły od 30 lat.

Ile osób strajkuje?

– Niemal wszyscy, którzy pracują, blisko 150 osób. Dodam, że do ZNP należy „tylko” 46 osób, a do solidarności jedna. Reszta to osoby niezrzeszone, mimo to strajkują. Są oczywiście małe wyjątki, na przykład katecheci. Nie strajkują też moi zastępcy, mimo że w referendum strajkowym wyrazili poparcie dla tej formy protestu. Jednak kiedy ich poprosiłem, nie zostawili mnie w potrzebie. To między innymi dzięki ich pracy udało się przeprowadzić egzaminy gimnazjalistów oraz przygotować egzaminy ośmioklasistów, które rozpoczną się po niedzieli.

Jak udało się przygotować egzaminy?

– Nie było łatwo. Dlatego wściekam się, kiedy słyszę, jak MEN mówi, że udało im się sprawnie przeprowadzić egzaminy. Egzaminy odbyły się dzięki determinacji samorządów i dyrektorów szkół. Pan prezydent Piotr Głowski osobiście poprosił pracowników samorządowych, by zasiedli w komisjach, jeśli mają uprawnienia pedagogiczne. Pracowało też kilku emerytów oraz katecheci, a w przyszłym tygodniu w komisji usiądzie nawet ksiądz proboszcz. Nie było jednak prosto zebrać wymaganą liczbę egzaminatorów. Pani dyrektor Wydziału Oświaty w Starostwie Powiatowym wprawdzie optymistycznie zadeklarowała, że dyrektorzy podstawówek mogą skorzystać z pomocy nauczycieli szkół średnich. Wysłałem więc prośbę do dyrektorów piskich szkół i dostałem odpowiedź, poza I LO, że nikt nie może mi pomóc, bo ich nauczyciele też strajkują. Zostaliśmy sami, ale poradziliśmy sobie. Tym samym odebraliśmy stronie rządowej ogromny argument, że bierzemy dzieci w jasyr…

Dlaczego strajkujecie?

– Powodów jest kilka. Po pierwsze od lat postępuje degradacja zawodu. W stosunku do reszty społeczeństwa zarabiamy coraz mniej. Ale nie chodzi tylko o pieniądze… Nauczyciele to ludzie mądrzy i zaradni. Gdyby chcieli, mogliby te pieniądze dorobić. Chodzi jednak o to, że my chcemy uczyć i chcemy, żeby szkoła była naszą jedyną aktywnością. Żebyśmy mogli zostawiać tu całe sto procent siebie, a nie oszczędzać się, by po południu mieć siłę dorobić na kasie.

Ile zarabia nauczyciel, bo pokazywane są różne wyliczenia, z których wynika, że nie jest tak źle, biorąc pod uwagę dodatki.

– Najgorzej zarabia młody nauczyciel, który dodajmy – ma największe potrzeby. Jeśli nie ma pomocy ze strony rodziców, nie utrzyma się. A to właśnie młodzi chcą zakładać rodziny, kupować mieszkania, wyposażać je; kupić pierwszy samochód, itd. Tymczasem nauczyciel stażysta, kiedy rozpoczyna pracę, jest na „czystej” pensji. Pierwszy dodatek stażowy dostaje po trzech latach. Nie mogę mu również przydzielić dodatku motywacyjnego, bo za co mam go nagradzać, jak dopiero rozpoczął pracę? Zresztą, te dodatki wynoszą: 1 – 2 – 5 procent.

Ile zatem zarabia stażysta?

– 1750 złotych, a po ostatniej podwyżce, o której tak głośno – o 85 złotych więcej – czyli 1834 złote.
Czy sądzi pani, że za te pieniądze ktoś młody i zdolny chce przyjść do szkoły? Takie zarobki powodują selekcję negatywną. Już zaczyna brakować nauczycieli chemii czy fizyki. To trudne studia, a perspektywa zarobków po nich niemal żadna…

Jak na brak zajęć w szkole reagują rodzice?

– Na całe szczęście, za co jesteśmy bardzo wdzięczni, rodzice nas popierają. Otrzymujemy podziękowania, że mimo trudnej sytuacji, egzaminy się odbyły. W dniach strajku do szkoły nie przyszło ani jedno dziecko. Za to ktoś z rodziców wpadł do protestujących z ciastem, wiele osób mówiło, że nas popiera. To bardzo buduje…

Pana zdaniem, jak to się wszystko skończy?

– Z natury jestem optymistą, ale ten optymizm coraz bardziej mnie opuszcza. Nauczyciele są zdesperowani. Czujemy się ogromnie lekceważeni, zwłaszcza w ostatnich dniach i to przez nasz resort. Ośmiesza się nas i oczernia. Do tego straszy się nas i samorządy. Prezydent Piły zadeklarował, że zrekompensuje strajkującym straty finansowe, bo przypomnę, że pracownicy szkoły nie otrzymują wynagrodzenia za strajk. Tymczasem słyszymy, że ministerstwo zapowiada kontrole. Mimo to nikt się nie poddaje. Nie przypominam sobie takiej solidarności. W przeszłości bywały różne akcje protestacyjne: były strajki ostrzegawcze, jednodniowe, ale takiej desperacji jak teraz, nie pamiętam. Dziś strajkują wszystkie jednostki: zaczynając od przedszkoli, a kończąc na szkołach średnich. To potężna siła. Dlatego powtarzamy: nie wolno nas lekceważyć.