Piotr Głowski: Mam plan dla Piły i regionu

Z Piotrem Głowskim, prezydentem Piły rozmawia Gabriela Ciżmowska.

Panie Prezydencie, niedawno wpłynęła do urzędu odpowiedź od Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, z której wynika, że Piła nie uzyska statusu miasta na prawach powiatu. Czuje się Pan zawiedziony?
-Z polityką związany jestem od lat i mam świadomość, że obietnice, które padają w kampanii wyborczej, nie zawsze są realizowane. Zakładałem jednak zbyt optymistycznie, że jeśli obecny Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Mariusz Błaszczak w swojej kampanii mówił, że PiS ma gotowy projekt dotyczący byłych miast wojewódzkich, i że należy je wzmocnić, przekształcając w powiaty grodzkie, to było to wiarygodne. Stało się inaczej.

Serio wierzył Pan, że rząd Prawa i Sprawiedliwości zrobi coś, żeby prezydentowi z Platformy Obywatelskiej rządziło się miastem lepiej…
-To była zapowiedź racjonalna i moim zdaniem łatwa do spełnienia. Jestem przekonany, że wpływ na decyzję premiera mieli lokalni politycy i samorządowcy. Do tego mocno w sprawę zaangażował się Tygodnik Nowy, który wspiera PiS i Porozumienie Samorządowe. Byliśmy na czołówkach gazet z nieprawdziwym hasłem, że chcemy zlikwidować powiat.
Tymczasem najważniejszym zadaniem samorządowców powinna być merytoryczna współpraca i niczego nie chcemy rozbijać. Przeciwnie, angażujemy się jako miasto w działania, które jednoczą region, a których jesteśmy liderem, jak choćby Związek Międzygminny odpowiedzialny za odbiór śmieci (PRGOK) czy Pilski Obszar Strategicznej Interwencji (POSI), dzięki któremu do naszego subregionu wpłynęły dodatkowe dziesiątki milionów euro z Unii Europejskiej. Powiat jest duży i na jego podziale miasto i jego mieszkańcy mogliby dużo zyskać: kolejne kilometry dróg, chodników i ścieżek rowerowych – dzięki kumulacji budżetu w jednym ręku; zmodernizowane szkoły średnie, lepszą służbę zdrowia. Przykładów można by przytaczać dziesiątki.
Aktualnie na przykład gminy mają problem ze schroniskiem dla zwierząt. Właściciel schroniska wypowiedział im umowę, bo miał dość nagonki ze strony niektórych polityków. Ja stawiam jednak na współpracę i dlatego, chcąc rozwiązać sprawę ze schroniskiem i sąsiadującymi z Piłą gminami, zorganizowałem spotkania z wójtami i burmistrzami, szukając wyjścia z sytuacji. To kolejny przykład na to, że zależy mi na regionie, a nie tylko na Pile.

Tymczasem zarzuca się Panu i Panu staroście, że toczycie wojenkę pilsko-pilską, którą ludzie są coraz bardziej zmęczeni i w której nie do końca rozumieją, o co chodzi…
-Słowo „wojenka” w żaden sposób nie odzwierciedla powagi sytuacji. Zostałem wybrany, by dbać o miasto i jego mieszkańców. Zostałem wybrany również po to, by ich bronić. Bronić przed próbami zmonopolizowania lokalnego rynku inwestycji, rynku pracy oraz samorządu przez niewielkie środowisko biznesowo-polityczne. Mam zadanie dbać również o tych, którzy myślą inaczej, niż jeden z mieszkańców Śmiłowa; którzy walczą o prawa swoje i innych. By nie wystawiano im w przyszłości „wilczego biletu”, de facto zmuszającego do zmiany miejsca zamieszkania; aby pracownicy mieli możliwość swobodnego wyboru pracodawcy i godnego wynagrodzenia. Mam obowiązek bronić mieszkańców przed niepożądanymi inwestycjami np. budową spalarni tuż za granicami Piły lub podobnym projektem kiedyś w centrum miasta.
Pilanie powinni oceniać prezydenta, starostę czy radnych przez pryzmat ich pracy na rzecz samorządu i lokalnych społeczności. Dobrą sytuacją jest taka, gdy samorządy na wszystkich szczeblach ze sobą ściśle współpracują. Wtedy z perspektywy mieszkańca widać jedno: coś zostało wykonane, czyli jest dobrze.
Tymczasem u nas kompetencje prezydenta i starosty mieszają się w wielu sprawach i ludzie nie wiedzą, kto jest odpowiedzialny za daną drogę, pracę, szkoły czy choćby organizację imprezy. Więc mieszkańcy sami widzą, że współpraca nie układa się dobrze. W tej sytuacji, tym bardziej Piła powinna zostać miastem wyodrębnionym, żeby łatwo było ustalić, kto czym rządzi, za co odpowiada i kogo z czego można rozliczać.

Powiat jednak odbija piłeczkę mówiąc, że na podziale by stracił i dlatego nie wyraża dla tej idei poparcia.
-Mamy konkretne wyliczenia ministerstwa finansów, jeszcze sprzed kilku lat, kiedy pomysł pojawił się po raz pierwszy. Z tych wyliczeń wynika, że rząd nie był przychylny temu pomysłowi głównie dlatego, że zyskałyby finansowo zarówno miasto, jak i powiat, a stracił budżet państwa.
Gdyby trzymać się tej argumentacji, że powiat może stracić na podziale, to co powiedzieć o pomyśle podziału małego powiatu czarnkowsko-trzcianeckiego? A przecież dążą do niego samorządowcy PiS z burmistrzem Trzcianki na czele, a ideę podziału popierają posłowie PiS.

Wygląda jednak na to, że dla Piły zapaliło się czerwone światło i pomysł wyodrębnienia miasta z Powiatu Pilskiego należy uznać za zamknięty. Czy tak jest faktycznie?
-Jestem cierpliwy. Nie przekonuje mnie propozycja, która została przedstawiona nam w piśmie z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, żebyśmy zamiast zabiegać o nadanie statusu miasta na prawach powiatu, zainteresowali się „Pakietem dla średnich miast”. Skorzystaliśmy już z programu pilotażowego tego pakietu, a prezydent Beata Dudzińska była na szkoleniu z zakresu pozyskiwania inwestorów. Rzeczy, o których mówiono podczas tego szkolenia, były już nam dobrze znane od lat. Sądzę, że przy dużym doświadczeniu naszych urzędników w sprowadzaniu inwestorów do Piły, to właśnie nasi pracownicy mogliby takie szkolenia prowadzić.
Pile oraz Ciechanowowi i Sieradzowi, które jako jedyne w Polsce, jako byłe miasta wojewódzkie, nie uzyskały statusu grodzkości, pomóc może jedynie wyodrębnienie ze struktur powiatowych. Uważam to za kluczowe zadanie.

Co w sytuacji widocznego braku współpracy pomiędzy miastem a powiatem najbardziej Pana irytuje?
-Pewne działania powiatu i osób związanych z władzami tego samorządu, uważam za złe dla naszego miasta. I nie mam tu na myśli jednej czy drugiej imprezy, bo każda z nich przeznaczona jest dla mieszkańców. Mogę jedynie pogratulować pracownikom naszego urzędu, że ich pomysły podpatrywane i wykorzystywane są przez inne samorządy.
Tak naprawdę jednak chodzi o rzeczy poważniejsze, które mają wpływ na rozwój miasta i okolicznych gmin. Konkretny przykład to oddanie lotniska bez poinformowania miasta o tym fakcie (proszę spojrzeć, ile czasu zajęło nam „odkręcenie” tego stanu), czy złe zarządzanie szpitalem. O mało co, przez działania stowarzyszenia, które współpracuje z powiatem, nie doszło także do tego, by do Piły nie sprowadził się jeden z największych inwestorów ostatnich lat.

Jakie widzi Pan wyjście z tej sytuacji?
-Wierzę, że zaufanie mieszkańców i ocena naszej pracy pozwoli nam wygrać wybory. Wiem, że pilanie czy mieszkańcy ościennych gmin wiedzą, jak ważna jest współpraca pomiędzy miastem i powiatem, i oddadzą swoje głosy w taki sposób, by ta współpraca była możliwa. Chcemy także wzmocnić rolę Piły w województwie wielkopolskim. Tu potrzebne będzie uzyskanie dobrego wyniku w wyborach do sejmiku wojewódzkiego. Jest to konieczne dlatego, by władza w naszym regionie stała się dla mieszkańców przewidywalna. Kiedyś narzekaliśmy na letnią wodę z kranu czyli na stabilizację. Dziś czuję, że wielu z nas marzy się taka letnia woda…

Nie potwierdzał Pan jeszcze oficjalnie swojej kandydatury, ale w tej sytuacji wydaje się oczywiste, że wystartuje Pan w wyborach prezydenckich…
-Powiem tak: mam plan. Wierzę, że go zrealizuję i jestem przekonany, że wszystko skończy się dobrze.