Śmiertelnie potrącona dziennikarka dostawała przed śmiercią pogróżki

Nie żyje Anna Karbowniczack – dziennikarka tygodnika „Chodzieżanin”, Głosu Wielkopolskiego i serwisu internetowego chodziez.naszemiasto.pl. Została śmiertelnie potrącona podczas przejażdżki rowerowej. Miała 35 lat. Sprawca zbiegł z miejsca wypadku, nie udzielając pomocy. Dzięki jednak sprawnej pracy policji, już dzień później został zatrzymany, wraz z osobami, które pomagały w zacieraniu śladów. Nie kończy to jednak sprawy. Dziennikarka dostawała przed śmiercią pogróżki, związane z jej pracą. Policja nie łączy ma razie tych wątków, ale bada każdy z nich skrupulatnie, a sprawa śmierci Ani stała się głośna na całą Polskę.

Do tragedii doszło w czwartek,3 września około godz. 14.00. Ania wyszła na przejażdżkę rowerową. Na kolarzówce spędzała każdą wolną chwilę. Dziennie potrafiła przejechać nawet 200 km. Tego dnia, o godz. 15. miała odbyć jeszcze redakcyjną telekonferencję, przed urlopem, który zaczynała od poniedziałku. Nie dojechała jednak do Chodzieży…

Na drodze pomiędzy Budzyniem a Wągrowcem, kilka minut przed godziną 14., w pobliżu miejscowości Brzekiniec, została śmiertelnie potrącona przez samochód. Zginęła na miejscu. Sprawca uciekł. Anię odnalazła na drodze przypadkowa osoba, która zadzwoniła na policję.

Nagroda komendanta i linia specjalna
Policjanci zabezpieczyli na miejscu ślady wskazujące na to, że poszukiwany mógł poruszać się samochodem Renault Trafic albo Oplem Vivaro koloru niebieskiego. Oba samochody są bliźniaczo podobne i mają bardzo dużo wspólnych podzespołów oraz części. Komendant Powiatowy Policji w Chodzieży wyznaczył nagrodę finansową dla osoby, która wskazałaby istotne informacje, przydatne do identyfikacji pojazdu i sprawcy wypadku. Do kontaktu został uruchomiony specjalny numer telefonu.

Czwartek: szybka akcja policji
Ogromną pracę w sprawie wykonali policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Chodzieży. W czwartek po południu niemal wszyscy zgłosili się na alarm do jednostki. Rozpoczęli obławę. Na drogach ustawili blokady i kontrolowali samochody. Poszukiwali uszkodzonego w wypadku auta po lasach i w okolicznych miejscowościach.

Policjanci jeszcze tego samego dnia dotarli do nagrania z kamery monitoringu w Wągrowcu. Na nagraniu, 10 minut przed wypadkiem, był widoczny niebieski opel vivaro jadący w kierunku Budzynia. Miał kaliskie numery rejestracyjne i tam wieczorem skoncentrowały się poszukiwania.
W Kaliszu policjanci dotarli do właścicieli, którzy jak się okazało przebywali za granicą. Po wielu rozmowach telefonicznych udało się ustalić, że auto sprzedali jakiś czas temu do Ostrowa Wielkopolskiego.

Kluczowe nagranie z monitoringu
W piątek rano policjanci dotarli do osób z Ostrowa. Okazało się, że są to sprzedawcy aut używanych. W ich dokumentach znajdowała się umowa sprzedaży niebieskiego opla vivaro 25-latkowi z Wągrowca.
Przez kolejne godziny grupa pościgowa policjantów z Chodzieży i innych jednostek poszukiwała mężczyzny i jego auta. Niestety nie przebywał on pod żadnym ze znanych adresów. Wkrótce nadeszła wiadomość, że poprzedniego dnia opel z uszkodzoną przednią szybą był widziany, jak wyjeżdżał z lasu i z ogromną prędkością jechał w kierunku Gołańczy.

Kolejna analiza nagrań z monitoringu tym razem z Gołańczy przyniosła efekt. Policjanci zobaczyli poszukiwane auto. Samochód miał uszkodzoną szybę i uszkodzenia nadwozia charakterystyczne dla wypadku. To nagranie pozwoliło skoncentrować obszar poszukiwań.

Piątek: sprawcy w rękach policji
W piątek po południu policjanci odnaleźli auto na terenie małej miejscowości w gminie Gołańcz Tam też zatrzymali 25-letniego właściciela auta, jego 27-letniego brata, oraz 34-letniego właściciela posesji.
Ze względu na charakter sprawy, śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa w Poznaniu oraz Wydział Dochodzeniowo Śledczy KWP w Poznaniu. W piątek wieczorem prokurator po ocenie zebranych przez policjantów materiałów dowodowych przedstawił właścicielowi samochodu zarzuty. Niedługo później zatrzymane zostały także kolejne dwie kolejne osoby związane ze śmiercią dziennikarki: kobieta oraz mężczyzna – pasażerowie opla vivaro.


Anonimowe listy z pogróżkami
Przed śmiercią Anna Karbowniczak dostawała listy z pogróżkami. Sfałszowane, oczerniające ją pismo trafiło także do jej przełożonych. Podobne pisma zdarzały się już wcześniej. Wiosną dziennikarka pisała o śmierci 2-letniego chłopca, który był ofiarą przemocy domowej. Sprawa prowadzona była przez miejscowe organa ścigania od jesieni, w międzyczasie dziecko straciło jednak życie. Sprawa skończyła się odwołaniem z funkcji komendanta powiatowego policji oraz szefa miejscowej prokuratury. Dlaczego temat wrócił jednak dopiero teraz? W środę, 3 września, Ania Karbowniczak, po konsultacjach z prawnikiem i swoimi przełożonymi, powiadomiła o groźbach prokuraturę. Dzień później nie żyła…

Odpoczywaj w spokoju!
Policja informuje, że nie łączy na razie sprawy śmierci 35-latki i kierowanych pod jej adresem gróźb, ale skrupulatnie wyjaśnia oba wątki. Wiadomość o śmierci dziennikarki, która znana była doskonale mieszkańcom powiatu chodzieskiego, wstrząsnęła czytelnikami, rodziną, a także całym dziennikarskim światem. Ania była dobra we wszystkim co robiła: dziennikarka zaangażowana w każdy temat, lojalna koleżanka i ambitny sportowiec. Tylko w tym roku przejechała 16.000 km. W redakcji Chodzieżanina i Głosu Wielkopolskiego pracowała od 10 lat. Ambitna, a mimo to skromna. Zginęła w przededniu swoich 35. urodzin…

Wierząc w skuteczną pracę służb prowadzących śledztwo, w imieniu naszej Redakcji, składamy najszczersze wyrazy współczucia mężowi Grzegorzowi i całej rodzinie.

Odpoczywaj Aniu w spokoju!

Gabriela Ciżmowska