Tu nikt nie będzie strzelał? Nie będzie

– My, to siły dobra, które muszą pokonać siły ciemności – mówi Wiktor z liczących niespełna tysiąc mieszkańców Tąpkowic pod Katowicami. To tam razem z Wiktorem pojadą dwie Oksany i mały Artem. Imię Wiktor pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego zwycięstwo. Tamtej nocy na parkingu dawnego Tesco przy Lwowskiej 36 w Przemyślu było więcej takich Wiktorów. I takich zwycięstw.

Ukrainki nie płaczą. Tylko czasami są zbyt zmęczone, żeby od razu po wyjściu z autobusu, który przywiózł ich z Medyki, wsiąść do innego i pojechać w nieznane. Jedyne czego chcą to położyć się i pozwolić sobie na sen, którego odmawiały sobie od kilku dni stojąc w kolejce na granicy. Wtedy najlepszy jest koc. I to niebieskie łóżko polowe złożone kilka minut wcześniej przez chłopaków. Z łóżeczkiem dla dziecka też nie ma problemu, ale najczęściej stoją puste. Chcą mieć dzieci jak najbliżej siebie. Nie pytasz dlaczego. Dobrze znasz odpowiedź.

Wojna nie jest dla dzieci. Nie jest dla nikogo. Reporter, który tamtego pamiętnego września 2004 roku był w Biesłanie, teraz płacze jak dziecko przeglądając materiał, który nakręcił na parkingu dawnego Tesco w Przemyślu. Na pierwszy rzut oka tłum z Lwowskiej 36 to zwykły tłum podróżnych niczym nie różniący się od tych na dworcach całego świata. Nawet ktoś w środku Tesco krzyczy przez szczekaczkę „Pasażerowie udający się na autobus do Warszawy…”. Ale nikt na parkingu nie ma złudzeń. To nie są walizki ani torby podróżne, a w tej reklamówce musiał się zmieścić komuś cały świat. Czasami nie ma nawet tej reklamówki. Nie ma niczego. Nie zdążyły, bo wyszły tak jak stały. Z mieszkania, ze schronu, z ulicy, bo wojna nie wybacza, i potem mogło już nie być czasu, żeby uciec.

„Kudy wy choczete dojichaty?” Kiedy odpowiedzią jest Warszawa, Kraków, Gdańsk, Zielona Góra, Niemcy, Dania, Włochy martwisz się tylko o to jak szybko znajdziesz im transport. Ale czasami słyszysz „Ja ne znaju”. I pewnie nigdy się nie dowiesz czy kobiecie z synem i psem spodobał się Toruń, a starszej kobiecie, jej córce i wnuczce nieco szara o tej porze roku Bielsko-Biała. I chociaż jak każdy na Lwowskiej 36 chcesz wierzyć w to, że ten nowy adres jest na tylko na chwilę, to przecież teraz jest tym najważniejszym, bo to w nim będą musiały pozbierać i ułożyć na nowo swój roztrzaskany przez wojnę świat.

To będą nie tylko polskie adresy. Będzie dużo niemieckich, czeskich, szwedzkich, duńskich, fińskich, estońskich, holenderskich, włoskich, francuskich, portugalskich, a nawet brazylijskich. Tak samo jest na parkingu, gdzie obok namiotu Caritasu z kawą i bułkami Hindusi częstują ryżem i masala czaj, a Niemcy chili con carne. I tak samo jest w środku. Czeski ratownik. Irlandzki tłumacz. Polski ksiądz, który w środku nocy potrafi dokonywać cudów rozmnażając miejsca noclegowe, których nie ma.

Za chwilę przyjedzie kolejny strażacki autobus z rodzinami. W nocy przywożą ich najwięcej. W nocy częściej słychać płacz dzieci. W nocy parking pustoszeje, a razem z nim nadzieja, że uda się wydostać z Przemyśla. Pomarańczowa czy zielona kamizelka wolontariusza czasami nie wystarcza. Starsze małżeństwo przez trzy dni nie będzie miało odwagi by poprosić o pomoc. Siedzieli na zmianę na plastikowym krzesełku na korytarzu. Dopiero któryś z chłopaków ich zauważył, zagadał, a potem pomógł załatwić transport i nocleg w Krakowie. Jeżeli teraz zadajesz sobie pytanie: po co masz pojechać do Przemyśla czy gdziekolwiek nad granicę, to zrób to dla tych, którzy zajęli ich miejsce na korytarzu. I wciąż czekają.

Tydzień temu w środę wieczorem w ramach akcji Turystyka Ukrainie wyjechało z Piły i Poznania 28 wolontariuszy. Większość wróciła w niedzielę, ale niektórzy z nich nadal są w Przemyślu, bo uchodźców zawsze będzie za dużo, a wolontariuszy za mało. Wracają też kierowcy, bo nie potrafią już inaczej, bo jest wojna do wygrania, a na środku parkingu też przebiega linia frontu. Między dobrem i złem.

Wynik tej wojny na stronę dobra tam w Przemyślu i na samej granicy w Medyce próbowali przechylić: Waldek, Artur, Ania, Dorota, Olena, Kasia, Teresa, Monika, Lesia, Marika, Patrycja, Przemek, Robert, Stefan, Paweł, Bartek, Katarzyna, Piotr, Monika, Marcin, Łukasz, Marta, Artur, Hania, Żaneta. Dziś, 9 marca, w środę z Piły wyjedzie kolejny już raz autokar zorganizowany przez Katarzynę i Krzysztofa Kassner z biura podróży Słoneczna Przygoda. Kolejny raz na granicę pojedzie swoim busem Krzysztof Strzelczyk. Kolejny raz i autokar i bus będą wypełnione darami dla walczącej Ukrainy od członków Izby Gospodarczej Północnej Wielkopolski i samych pilan. I kolejny raz w drodze powrotnej zabiorą ze sobą uchodźców. „Tut nihto strilyaty ne bude?”. Ne bude. Тут ніхто не буде стріляти? Не БУДЕ