Ukraińska uczta w polskim domu

Tego smaku nie da się opisać słowami. Jadłam je w życiu już kilkakrotnie, ale nigdy nie były tak wyborne, wyśmienite, niebiańskie, jak te, uwarzone w poznańskiej kuchni Grety i Sławka. Szefową całego zamieszania była Tania, która z siostrą i dzieciakami kilka tygodni temu przyjechała do Poznania, uciekając przed wojną w Ukrainie.

Podczas gotowania w gościnnej kuchni wymieniamy się doświadczeniami. Jeden, czy drugi maleńki sekret sprawia, że każde, nawet pospolite danie otwiera nowe, niebywałe wręcz doznania smakowe.

Pielmieni jadłam w życiu wiele razy i bardzo mi smakowały. Kiedy Tania przyznała się, że umie je lepić było wiadome, że nie odpuścimy.

Rano Ariana, najmłodsza Ukrainka w gościnnej ekipie, zgodnie z umową daje znak, że ciocia Tania zaczyna szykowanie pielmieni. Na stole czekają: mąka, sól, jajko i szklanka gorącej wody. W misce natomiast przegryza się surowe mielone mięso (3/4 kg i 2 pokrojone w drobną kostkę cebule, wszystko doprawione tylko solą i pieprzem). Tania wysypuje na blat oko pół kilograma mąki, dodaje jajko sól i podlewa mąkę gorącą wodą energicznie zagniatając. Żadnych proporcji, wszystko na oko. Po kilku minutach ciasto gotowe. Ze zdziwieniem stwierdzam, że jest ono inne niż nasze pierogowe – wyjątkowo mięciuchne!

Tania urywa kawałek i kilkoma szybkimi ruchami rozwałkowuje, a potem kieliszkiem do wina wycina kółeczka. Ariana, jej 12-letnia siostrzenica łyżeczką wkłada kulkę surowego mięsa z cebulą i zgrabnie lepi pierożki, a następnie robi z nich nasze… uszka! Sprawnym rączkom zajmuje to kilkanaście sekund. Po chwili następny płat ciasta zamienia się w krążki i dziewczyny zgodnie zamieniają je w pielmieni. Ośmielam się spróbować swoich sił. Ciasto jest niezwykle elastyczne i rozciągliwe. Mimo, że cieniutko rozwałkowane nie rwie się i bez trudu zlepia. Dla mnie to magia… Zanim udaje mi się niezgrabnie ulepić swoje pierwsze pielmieni w życiu, dziewczyny mają na swoim koncie pewnie już po 10 sztuk. Po chwili dołącza do nas mama Ariany i robota zaczyna się palić Ukrainkom w rękach. Ja już wolę się nie kompromitować i tylko liczę kolejne dziesiątki.

Na kuchni gotuje się gar wody. Tania soli ją i dodaje… listek laurowy. Później okaże się, że ten listek dodał niezwykłego smaku ciastu. Ukrainka wrzuca na wrzątek kolejne pierożki i instruuje mnie, że od chwili ponownego zawrzenia wody, gotujemy jeszcze 5 minut. W międzyczasie jest synowie – bliźniaki rozkładają talerze i miseczki, Ariana kładzie na stół kwaśną śmietanę i masło. Można też jeść pielmieni z octem, ale Greta i ja decydujemy się na klasyczną formę, czyli ze śmietaną. Ariana za to podlewa pierożki… wodą z gotowania. Tak lubi.

Przyznam szczerze, że nie miałam pojęcia, po co do mięsnych pierożków, ugotowanych w wodzie z listkiem laurowym – kwaśna śmietana. Pierwszego zjadłam więc sauté. Następne 5 tysięcy znaków musiałabym poświęcić opisowi smaku, jaki wybuchł po rozgryzieniu pierożka. Bo ważne jest, że bierze się go do ust w całości, gdyż w środku gromadzi się „rosołek” z mięsa. Zamknęłam oczy i syciłam się prostym, aczkolwiek niebiańsko pysznym smakiem. Spojrzałam na Gretę, która również zamilkła, a w jej oczach widziałam kulinarne szczęście… Potem przyszła pora na próbę klasycznego podania pielmieni, czyli z kwaśną śmietaną. I już pierwszy kęs sprawił, że zrozumiałam… Tego smaku opisać się nie da. To po prostu kulinarna ekstaza, przy której nektar i ambrozja greckich bogów to fastfood z dworcowej budki. Smak, który sprawia, że wszystko przestaje być ważne i choć brzuch krzyczy: dość! usta wołają o jeszcze, jeszcze! JESZCZE!!!

Dość powiedzieć, że 174 pielmieni, przygotowane przez Panie Ukrainki, zniknęły dużo szybciej, niż powstały. A nie jest warto robić mniej, gdyż jest to danie czasochłonne w przygotowaniu. Tania zapewnia, że można je bez problemu mrozić (surowe), a potem gotować, jak świeże.

Ukrainki gotują prosto, ale przepysznie. Niby smaki są nam znane, a jednak drobne zmiany, dodatkowe przyprawy, inne proporcje sprawiają, że ukraińska kuchnia bardzo przypadła nam do gustu. A jeśli ktoś pokusi się o próbę ugotowania pielmieni, bardzo prosimy podzielić się z nami spostrzeżeniami. Wyjdą Wam lepiej lub gorzej, ale z pewnością i tak będą przepyszne.